Translate

piątek, 26 października 2012

Gabinet kosmetyczny, kosmetologia, szkoła policealna. Jak do tego doszło?

Nad tym postem zastanawiałam się już wielokrotnie - ileż to ja razy miałam na ten temat pisać a zawsze wyskakiwało "coś"... Skąd pomysł? Dostaję dość sporo pytań od Was na temat gabinetu, zawodu, studiów na kierunku kosmetologii - dziś więc post poświęcony tej tematyce; opowiem jaką drogę zawodową przebyłam dotychczas i zabiorę Was do swoich kątów :))) UWAGA: będzie długo ;))

Od początku...
Na początku był chaos :P Chaos i do okresu policealnego wieeele pomysłów na siebie. Od wczesnego dzieciństwa byłam święcie przekonana, że moim powołaniem jest weterynaria. I o ile wiele dzieciaków to mówi bo uwielbia kotki, pieski, chomiczki etc. - ja naprawdę wierzyłam, że jest to jedyny godny mnie zawód. Poza miłością do wyżej wymienionych kolekcjonowałam książki, filmy o tematyce zwierzęcej, bardzo przykładałam się do biologii - wiedziałam, że żeby dostać się na weterynarię, jest niezbędna. Najciekawszą formą spędzania wolnego czasu były  wizyty na wsi: ganianie z psami, pierwsze próby ich szkolenia (!!! tak tak...), dojenie kozy, wyprowadzanie krów na pastwisko (uwielbiałam przydeptywać im łańcuchy - lądując za każdym razem na ziemi). A byłam od urodzenia typowym mieszczuchem!!!! W życiu na wsi nie mieszkałam. Do mieszkania na 4 piętrze w bloku namiętnie znosiłam mamie wszelkie stworzenia - szczury, myszy, chomiki, koty i masę psów (najczęściej  te największe, w dodatku na dziecięcej skakance :P ). Nie muszę kończyć, że zawsze kończyło się to kategorycznym NIE mojej mamy - mimo "twardych" argumentów, że będę go trzymać w swojej łazience :DDDDD

Później przechodziłam okres fascynacji wojskiem, policją i obozami przetrwania :P Do policji w końcu nie zdawałam bo... przeraziła mnie piłka lekarska, którą nigdy nie potrafiłam rzucać ://// I tak jakoś pomysł umarł śmiercią naturalną... (ale nie powiem, że nie żałuję, że chociaż nie spróbowałam...)

Okres późno licealny nieco ostudził moje zapędy i pod koniec zmusił jednak do poszukiwania czegoś innego (ku uciesze mojej mamy: słowo "weterynaria" w moich ustach działało na nią jak płachta na byka, o pomyśle munduru stukała się w czoło). Zejdźmy więc na ziemię...

 Po szkole odbyłam "zacny" kurs HANDLOWCA w Powiatowym Urzędzie Pracy :D Zaczęłam staż w drogerio-perfumerio-solarium równocześnie rozpoczynając naukę w policealnej szkole kosmetycznej w Głogowie (stamtąd pochodzę, tam się urodziłam i ponad 20 lat mieszkałam :) Ta tematyka szybko mnie wciągnęła i w niedługim czasie awansowałam :))) Zajmowałam się mini gabinetem, gdzie robiłam hennę, manicure i tipsy ( w tym czasie zrobiłam kurs stylizacji paznokci i oczywiście chodziłam do szkoły kosmetycznej), zamawiałam towar do drogerii, wprowadzałam do systemu, robiłam ceny. Tam nauczyłam się rozmawiać z klientami, negocjować z dostawcami i podjęłam się niechlubnego handlu "spod lady" testerami perfum (dostawaliśmy je kartonami, w toalecie zamiast odświeżacza powietrza mieliśmy najnowsze butelki Naomi Campbell, Cindy Crawford, Mexxa itp.) To były naprawdę fajne czasy - dla 19 latki bez zawodu taka fucha to było coś :)) Po okresie stażowym pracowałam tam jeszcze około rok i... wyjechałam do Jeleniej Góry.

Miasto pochłonęło mnie bez reszty, dość szybko się odnalazłam, zakochałam w nim (i tkwię tu do dziś!). Do szkoły dojeżdżałam co drugi weekend około 120 kilometrów w jedną stronę. Szkołę planowo skończyłam, wydzierżawiłam pierwsze WŁASNE stanowisko pracy - miejsce na biurko do wykonywania tipsów w salonie fryzjerskim :))) (za cholerę nie mogę znaleźć żadnego zdjęcia...) Szło mi całkiem nieźle, poza fryzjerami i mną była też kosmetyczka dzierżawiąca pomieszczenie na gabinet kosmetyczny); poznałam super ludzi, zawiązałam pierwsze znajomości w nowym mieście. Z tego miejsca mam Adę i w późniejszym okresie poznałyśmy się z Anią. Jednak takie stanowisko to było dla mnie za mało... 

Znalazłam więc pracę w gabinecie kosmetycznym na totalnym zadupiu Jeleniej Góry w gabinecie zrobionym "na kolanie" - byle jak, byle był - "pracowałam" tam kilka miesięcy (o ile można to było nazwać pracą - przychodziły jednostki, miejsce było dosłownie "do dupy" mimo, iż całość wyglądała bardzo dobrze - tam jednak nauczyłam się, że atmosfera w pracy jest bardzo ważna - tam wszyscy (pracownicy) byliśmy dosłownie inwigilowani - okamerowani,  pod czujnym okiem szefostwa, które wpieprzało się we WSZYTKO, nie wyłączając podsłuchiwania prywatnych rozmów między nami spędzając całe dnie z oczami wlepionymi w monitor gdzie leciał film pt. "co się dzieje i o czym rozmawiają fryzjerzy z kosmetyczką" piętro niżej...


 Odeszłam stamtąd na rzecz... powrotu do salonu, w którym wynajmowałam stanowisko do tipsów. Ówczesna kosmetyczka zrezygnowała z dzierżawy gabinetu i przejęłam go ja :) Otworzyłam więc swój własny, PIERWSZY gabinet z prawdziwego zdarzenia - wykonywałam już nie tylko tipsy i hennę, ale i zabiegi na twarz, depilację, stopy... (i właśnie w tym czasie do pracy jako fryzjerka przybyła Anka :)) Pracę tam wspominam bardzo dobrze - atmosfera była fajna, klientek sporo.
I jako bonus - ja z "tamtych czasów" :))
Achhhhh... w tym czasie zaczęłam również studia we Wrocławiu (u p.Czamary) - licencjackie na kierunku "kosmetologia". Pracując odkryłam właśnie, że to jest to, co chcę robić. Średnie wykształcenie i papier "policealnej" to było dla mnie zdecydowanie za mało...Studiowałam.

Po niecałych 2óch latach z dzierżawy lokalu zrezygnowałam i nareszcie urządziłam SWÓJ - nowy (i obecny!) gabinet - zrobiony po swojemu - po swojemu pomalowany z pasującymi meblami i wogóle Och! Ach! ;))) Cieszyłam się jak dziecko :) I tak gabinet jest do dzisiaj. Daleko nie mam :P, jestem u siebie. Licencjat też zrobiłam, jestem w trakcie studiów magisterskich. Co w planach? Może jeszcze pedagogika, kto wie?

Kilka migawek z tego miejsca przemyciłam na bloga już kilka razy i mogliście niektóre detale podejrzeć (panowie-czytelnicy też mojego bloga odwiedzają, stąd zmiana formy ;))








Ten gabinet urządzałam 3 lata temu i mówiąc szczerze niewiele się zmieniło (ale zdjęcia świeżutkie ;)) Starałam się go "robić" dokładnie, zwracałam uwagę na jakość i detale. Miejsce jest dla mnie bardzo przyjemne, zresztą nie tylko dla mnie ;)
Kolorystyka i styl ciut już mi się jednak znudziły (dlaczego mnie to nie dziwi??) i wiem, że kolejny gabinet urządzę już w zupełnie innym, delikatniejszym klimacie ;)))

Co do samego zawodu - jak każdy - trzeba czuć, trzeba lubić. Praca nie jest monotonna - zawsze coś się dzieje. Jako, że to praca z ludźmi - jest bardzo, hmmm... zróżnicowana ;))) Poznaje się wiele osób, ich charaktery, często klienci zaskakują, zdumiewają i bawią. Miło, czysto i przyjemnie. 

Należy jednak pamiętać, że to bardzo ODPOWIEDZIALNE zajęcie. Mamy w rękach czyjąś twarz, wygląd, ciało. Nie można sobie pozwolić na pomyłki, niewiedzę czy "gorszy dzień". Klienci są coraz bardziej świadomi - korzystają z dobrodziejstw literatury, zasobów internetu, forów - często mają naprawdę dużą wiedzę i zadają mnóstwo pytań. Nie wyobrażam sobie więc kosmetyczki po kilkutygodniowym kursie... Porażka...zero wiedzy, niewiele więcej umiejętności.

I nie chodzi mi o to, że po świecie powinni chodzić tylko ludzie z wyższym wykształceniem - w przypadku kosmetyczki - 2-letnia szkoła policealna to absolutne minimum. Oczywiście w miarę dobra szkoła, nie pierwsza z brzegu... Obecnie "kosmetologia" staje się coraz bardziej dziedziną medycyny i wymaga obszernej wiedzy !
(absolutnie nie mam tu na myśli gabinetów stricte paznokciowych - tam raczej liczą się umiejętności i wystarczy podstawowa wiedza na temat chorób tej jednej części ciała)

Więc dziewczyny - jeśli chcecie/planujecie pracować/kształcić się w tym zawodzie - włóżcie w to serce i się przyłóżcie. Lepsza jedna dobra kosmetyczka niż 10 nijakich i byle jakich.
Buzia!

24 komentarze:

  1. W trakcie studiów dziennych zdecydowałam się również na zaoczną policealną szkołę kosmetyczną. Nie chodziło o to żeby zdobyć zawód o w tym pracować,a le raczej z chęci wiedzy. Chciałam dowiedzieć się nowych rzeczy, zdobyć nowe umiejętności. Szkołę skończyłam, ale ogólnie jej nie polecałabym. Dlatego wybór dobrej placówki to podstawa jeśli naprawdę chce się być kosmetyczką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybór szkoły/uczelni jest bardzo ważny. Szkoła szkole nie równa - niby papier podobny a różnica może być diametralna!

      Usuń
  2. Mam w planach kurs wizażu/makijażu, ale raczej na swój własny użytek, bądź koleżanek.. Trafiając do kosmetyczki, zabiegi na twarz bądź innego typu mają dla mnie być też odprężeniem, relaxem, czy odpoczynkiem. Tu ważne jest np. otoczenie, kolorystyka u Ciebie jest świetna, stonowana :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia i dziękuję - cieszę się, że się podoba :)

      Usuń
  3. Fajne miejsce, szkoda tylko że tak daleko ode mnie. Z chęcią oddałabym się w ręce takiego fachowca jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładnie masz urządzony gabinet:) Kolorystyk abardzo mi się podoba:)
    To masz za sobą duuuuużo doświadczeń,fajnie tak poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudownie urządziłaś swój gabinet, masz swoje magiczne miejsce na ziemi. Ja nie mogę się doczekać, bo w przyszłym tygodniu zamierzamy remontować u Nas salon, marzę żeby troszkę zmienić, poza tym dostaniemy nowy sprzęt i już po prostu mnie nosi ze szczęścia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Zmiany i remonty to to, co lubię najbardziej! Zawsze przynoszą wiele radości ze zmian na lepsze :)))

      Usuń
  6. Przeczytałam wszystko z ogromną ciekawością :-) Ja od kilku lat po Polsce podróżuję i przeprowadzam się z miejsca na miejsce. Jeżeli kiedyś znajdę się gdzieś niedaleko Twojego gabinetu to chętnie zapiszę się na ... cokolwiek :P ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja mogę zapytac czy gabinet przynosi dochody i ile włożyłaś w jego urządzenie? Bo to wszystko ładnie wygląda a kosztowało pewnie niemało...:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabinet będzie zawsze przynosił dochody, jeśli do pracy podejdzie się profesjonalnie a usługi będą na wysokim poziomie :)

      Jeżeli chodzi o koszt wyposażenia takiego gabinetu to nie ma co ukrywać, że jest niemały. Konkretnej sumy nie podam (dokładnie nawet nie wiem ile mnie wyniósł, bo stale coś dokupuję) Wiadomo, że wszystko zależy od wyposażenia, wykończenia i kosmetyków. Można gabinet urządzić za 30 tysięcy, można i za 300 000 lub więcej. Zależy jaki jest zakres usług.

      Usuń
  8. ahh fajny wpis! super,ze znalazlas to co chcesz robic :)

    OdpowiedzUsuń
  9. czyli jesteś zadowolona z tego co robisz ... a to najważniejsze, robić to co się lubi:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś bardzo pozytywną osobą,uwielbiam zaglądać na Twojego bloga. Żałuję,że daleko mieszkam bo chętnie umówiłabym sie na jakiś zabieg u Ciebie. Sama cztery lata temu odbyłam kurs kosmetyczny,dostałam dyplom ale nie czuję się na siłach aby wykonywać ten zawód w profesjonalnym salonie. Za małą mam wiedzę niestety ale Ciebie podziwiam i życzę wielu sukcesów zarówno w życiu zawodowym jak i osobistym :))) Hania

    OdpowiedzUsuń
  11. Genialnie urządzony gabinet, masz świetny gust! Znaleźć się w takim miejscu to sama przyjemność:)

    OdpowiedzUsuń
  12. bardzo ładnie go urządziłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo pobudzający do działania wpis :) Poza tym najważniejsze to mieć swój cel i nigdy się nie poddawać :) !

    OdpowiedzUsuń
  14. O matko z ta policją i pilką lekarską mam tak samo:) Totalna blokada i brak umiejętności,dlatego jestem fizjoterapeutą:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń